Płać za prawdziwe wyświetlenie, a nie za załadowanie obrazka

Efektywność reklamy graficznej wszelakiej formy, od dłuższego czasu wzbudza wiele pytań. W reklamach na sieć GDN jesteśmy przyzwyczajeni do tysięcy, a nawet milionów wyświetleń i tylko kilku kliknięć. W odpowiedzi na te obawy, Google zmienia postrzeganie wyświetlenia jako wskaźnika.

Pierwsze pytanie, jakie przychodzi do głowy – w jaki sposób można zmienić znaczenie “wyświetlenia”? Przecież definicja jest prosta:

Wyświetlenie jest to moment, w którym reklama została wyświetlona w przeglądarce użytkownika.

Jednak biorąc pod uwagę praktykę, to w jaki sposób wyświetlenie było dotychczas interpretowane przez Google należy ją nieco skorygować:

Wyświetlenie to moment, w którym reklama została załadowana w przeglądarce użytkownika.

Różnica jest subtelna i wydaje się techniczna, ale okazuje się być znacząca. Patrząc na doprecyzowaną wersję widać ją wyraźnie. Wniosek nasuwa się sam – co w przypadku, gdy użytkownik w ogóle nie widział reklamy? Czy zostało to zaliczone jako wyświetlenie? I odpowiedź jest prosta – tak. Sam fakt załadowania się reklamy w przeglądarce był jednoznaczny ze zliczeniem go jako wyświetlenie – nieważne czy użytkownik faktycznie widział reklamę czy została ona załadowana gdzieś w stopce lub w dole strony.

Najnowsza zmiana wprowadzona przez Google, a wcześniej już przez Facebooka, ma polegać na zmianie definicji wyświetlenia. Przy użyciu dostępnych technologii, Google zamierza zliczać jako wyświetlenie tylko zdarzenia, gdy reklama była widoczna w aktywnej części okna przeglądarki. Nowa definicja będzie więc brzmieć następująco:

Wyświetlenie to moment, w którym reklama została załadowana w widocznym przez użytkownika oknie przeglądarki.

Oczywiście nie jest to nadal jednoznaczne z tym, że ktokolwiek faktycznie widział reklamę, ale dokładniejsze zliczanie wymagałoby już sprzętu do eye trackingu lub przynajmniej na stałe włączonej kamerki internetowej, analizującej na bieżąco podążanie naszego wzroku – a taka wizja chyba nie przypada do gustu większości 🙂

Informacja ta nie jest nowością, gdyż Google poinformowało o swojej decyzji już pod koniec września, ale po oswojeniu się z tematem warto przeanalizować jak wpłynie ona na inne sieci reklamowe korzystające z reklam graficznych. Czy to same z siebie wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, czy pod przymusem spadających udziałów, będą musiały wprowadzić podobne rozwiązanie, aby pozostać graczem na rynku. Pytanie tylko czy są w stanie dorównać tej technologii…

udostępnij:
Specjalista SEM z 10 letnim stażem. Na co dzień zajmuje się przygotowaniem, prowadzeniem, optymalizacją i raportowaniem kampanii reklamowych, jak również analityką internetową i zagadnieniami związanymi z SEO. Prywatnie fan japońskiej herbaty i amerykańskich jabłek ;)

ZAINTERESOWAŁA CIĘ NASZA OFERTA?

Wypełnij brief Skontaktuj się z nami